O mały włos nie straciłem palca u nogi..
Mamy centralne ogrzewanie, piec, w którym trzeba rozpalać, dokładać, i te rzeczy. No i po obiedzie poszedłem narąbać trochę drzewa. No i przy rozrąbywaniu jednego klocka drzewa siekiera ześlizgnęła się po klocku, rozrąbała go i poleciała dalej, w dół, do mojej prawej nogi. No i bach, w drugiego palca od prawej strony. A że byłem w dosyć cienkich butach, poczułem to
Zaniosłem drewno w skrzynce, postawiłem koło pieca, zdjąłem skarpetkę, i co widzę? Krew się lakko sączy, mam prostą ukośną krwawą krechę, przeciętą, przechodzącą przez całą długość palca. Gdybym ciął mocnej, być może nie miałbym już palca.. Ale polałem wodą utlenioną, przemyłem, nakleiłem plasterek, no i gra. I zaczyna boleć
W szkole luzik. Cztery ostatnie lekcje były skrócone, każda trwała po pół godziny. Byłem w domu godzinę wcześniej.
Zaraz zabieram się za sprzątanie łazienki, będę ją dzisiaj malował, na biało, a jak dorwę klej do kafelków, to na naszej łazience nauczę się je kłaść
Tak więc, farba w dłoń! Pędzle w dłoń! szpachelka w dłoń! Kurde, zabrakło mi dłoni!
A dlaczego taki tytuł, opowiem później. Mówię tylko - będzie ciekawie.
Przeczytaj resztę tego wpisu »










Ostatnie komentarze