Jak zostałem rekinem biznesu… prawie…
27 01 2008W czwartek wieczorem umówiliśmy się na granie w Eurobiznes - pisałem z Anią, żoną Daniela. Kupili sobie jakiś czas temu Eurobiznes, nie wiem, dlaczego akurat tę grę - może nudzili się wieczorami, lub chcieli przypomnieć sobie stare czasy. Przyjechali koło 19:00. Mama zrobiła im jak zwykle cappuccino, postawiła talerz z ciastkami. Przy okazji była u nas moja ciocia z dziećmi, więc harmider w naszym małym domu był niesamowity. W końcu przenieśliśmy się do drugiego pokoju, rozłożyliśmy planszę, i zaczynała się gra.
Zostałem jak zwykle bankierem, od dawien dawna, od zawsze nim byłem, utarło się jakoś tak, że jako najbardziej arbitrażowy, i potrafiący sprawnie liczyć, obejmowałem stanowisko bankiera. Otworzyły się pierwsze redd’sy, gra zaczynała nabierać tempa. Było fajnie.
Po pierwsze znalazłem nowe zastosowanie dla mojej podstawki na myszkę. Spójrzcie

Reddsy tego wieczoru rządziły, biorę w końcu jakieśtam lekarstwa, więc Lech byłby conajmniej niezdrowy. Cały wieczór był pełen długów. Zaczęła Ania, która jako pierwsza była winna bankowi 200 dolców. Potem po handlowym targowaniu się każdy zdobył państwo lub dwa. W międzyczasie zjedliśmy masę tostów, wypiliśmy po kilka jabłkowych reddsów, orzeszki były rozchwytywane, a herbata lała się litrami. Graliśmy na lekko zmodyfikowanych zasadach - mogliśmy stawiać w kolejce maxymalnie trzy domki, i w naszych państwach mogliśmy stawiać nie jeden, a trzy hotele. Co chwilę zmieniał się prowadzący, dwa razy zgromadziłem 10 banknotów o wartości 1000 $, kilkanaście pięcsetek.. A potem, przed drugą w nocy Łukasz zdobył 3 hotele na Wiedniu. Stanąłem raz, wypłaciłem się. Przedtem odpadł Daniel, potem zbankrutowała Ania. Stanąłem drugi raz na Wiedeń. Koniec gry - byłem bratu winny ponad 20000$$$…









Ostatnie komentarze