Święta, święta..

25 03 2008

Święta spędzam w Białogórzu. I, uwaga, byłem w kościele. Ale po kolei.

Rano wstałem po siódmej, spałem tylko kilka godzin, bo do późnej nocy grałem najpierw z mnóstwem ludzi w CS’a, potem ćwiczyłem nożowanie z jednym , nowo poznanym kumplem – w jeden wieczór nauczyłem się mnóstwa rzeczy, potem nawet, przez pewien czas przodowałem w ilości zabitych antyterrorystów na jednym z serwerów.. No więc, wstałem, szybko się umyłem, spakowałem laptopa, aparat, ubrałem jasną koszulę, czarne sztruksy, i byłem gotów jechać do dziadków na śniadanie. W domu rozgardiasz – dwa dni temu tato wrócił do domu, na tydzień, może dłużej, by spędzić z nami święta. Dochodziła ósma rano, za pół godziny miał pojawić siętransport. Dzieciaki ubrane, kilka reklamówek z zapakowanym jedzeniem czekało na ganku, sałatki w półmiskach, sernik, jakiś tort, obok zamrażarki na ganku stanął mój plecak i reklamówka z rzeczami dzieciaków. Około wpół do dziewiątej przyjechały dwa auta, zapakowaliśmy się, każdy trzymał na kolanach półmisek z ciastem lub sałatką, i pojechaliśmy.

Na miejscu zastaliśmy już lekko zastawiony stół, mnóstwo pisanek z różnych źródeł, święcona kiełbasa, szynki, chleb, sól, i kilka baranków z cukru. W ogóle baranków u nas jest dużo, jest czwórka małych dzieci, wiek 3-8 lat, każdy niech dostanie po jednym od dziadków, rodziców do koszyczka, i od wujostwa.. No nic. W końcu usiedliśmy wszyscy do stołu, udało nam sięwszystkim zebrać, babcia jak zwykle chciała donosić co chwilę talerze, szklanki i widelce. I tak – najpierw pomodliliśmy się. Potem mogliśmy zacząć jeść. Żurek był rewelacyjny, z chrzanem i jajkami. Babka również – kosmos. Na stole osobno stało jedzenie poświęcone, z wszelkich koszyczków, a osobno jedzenie zwykłe, niepoświęcone. Po żurku i pierwszej turze ciast na stole pojawiły się inne ciasta, więcej pisanek, i jeszcze kilka mniejszych, ciekawych babek, także z kilku źródeł. Jednak – ludzie zaczęli zbierać się do kościoła, na godzinę 10:00. Białogórze jest małą wsią, nie ma 300 mieszkańców, może w porywach, gdy rodziny zjeżdżają się z zagranicy, a więc i sama miejscowość jest dosyć niewielka, za to bardzo ładna, przyjemna, spokojna, z mnóstwem świetnych spacerowych i rowerowych ścieżek – kościół znajduje się mniej więcej w środku, każdy ma blisko. Ale do rzeczy – postanowiłem pójść do kościoła, w celu poprawienia oceny mojej religijnej moralności u reszty rodziny. Podziałało.

Ogólnie w kościele jako takim nie byłem – stałem w przedsionku, razem z Damianem Ch, z którym nie raz i nie dwa grałem w piłkę na boisko. Na kazaniu wszedłem do internetu, OperaMini wymiata na całej linii, sprawdziłem sobie obie skrzynki pocztowe na WP.PL, sprawdziłem, czy są nowe komentarze na blogu, i najbliższą pogodę na yahoo!. Uwielbiam mobilność. W przedsionku słuchałem, jak ludzie powtarzają dane kwestie za xiędzem, wstają, kiedy im każe - wyobraziłem sobie, że gdyby przyciemnić wnętrze, zapalić kilka pochodni, takie mamrotanie ludzi z zewnątrz mogłoby wyglądać jak jakaś czarna msza, naprawdę. Ale! Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Na kazaniu, gdy schowałem telefon do kieszeni, i opierając się o ścianę słuchałem kazania, do moich uszu dotarły słowa księdza na temat zbaczania z jasnej ścieżki wiary. Dowiedziałem się, że ci, ”którzy zboczyli (…? ) i nie wierzą w Boga, zmartwychwstanie Jezusa, zmierzają drogą ciemności do grzeczu, ich życie jest puste, nie ma sensu, i, być może, może wydawać nam (czy im) się, że jest inaczej, że mamy(mają) po co żyć – ale życie doczesne jest tylko etapem w dążeniu do życia wiecznego, a więc powinniśmy zaufać wierze, a kto zbacza z jasnej ścieżki życia, jest kuszony przez istotę zwaną Szatanem, i na pewno spotka się z nim po śmierci”.W tym momencie popatrzyłem na księdza, a on, nie wiem, może złudzenie, patrzył w naszą stronę. Tyle zapamiętałem, dalej nie słuchałem, bo cofnąłem się, schowałem za drzwiami , i zacząłem gadać z Damianem na temat wczorajszego stania przy ‘Bożym Grobie’ – dowiedziałem się, że w Zachrystii było piwo, niektórzy kiwali się w przód i w tył, jeden prawie sie przewrócił, wpadłby głową do grobu Jezusa.. Dowiedziałem się, że jeden ze strażaków, ubrany w ciężki hełm, z toporkiem na ramieniu, zaczął lekko bujać się, i śpiewać cicho ‘hej dziewczynoooo, spójrz na misiaaaa, aa…’, cały czas odchodził łach, było śmiesznie, fajnie i sympatycznie. W duże męskie strażakowe stroje ubrane były drobne dziewczyny, musiało to naprawdę świetnie wyglądać. Magda, Gośka, z wielkim hełmem na głowie – na pewno będzie co wspominać na ogniskach. Organista podczas kazania wyszedł z telefonem komórkowym z kościoła, głośno trzaskając drzwiami, śnieg sypał, Damian usiadł sobie na parapecie w przedsionku nie widziany przez nikogo z zewnątrz kościoła, ja oparłem się o ścianę, wsadziłem przez przypadek rękę do wody święconej przy wejściu – słowem, było ciekawie. Największą radość sprawiło mi jednak pójście do komunii – postanowiłem pójść, olewając spowiedź, po ten smaczny opłatek. Już dawno go nie jadłem, teraz są jakby bardziej słodkie, niż były kiedyś. Gdy kulturalnie przyklęknąłem za osobą biorącą opłatek, kumpel z ławki wytrzeszczył oczy, wstałem, wziąłem komunię, a wracając zrobiłem do niego głupią minę, parsknął śmiechem, babcie obok patrzyły się jak by chciały posłać nas do wszystkich diabłów. Przysiadłem się, msza się skończyła, luzik. Ale bawiłem się świetnie, głupawka była cały czas.

W domu, gdy mój brat powiedział (bo też był w kościele), że byłem u komunii, jakoś to znieśli. Ja powiedziałem tylko, że jak ktoś ma z tym problem, to jest to jego problem, nie mój, bo mi to wisi. Przecież wszyscy wiedzą, że ta cała kościelna szopka jest na pokaz.. Także – luzik, w kościele było fajnie, ja żyję, zjadłem swięconkę, i nic mi sięnie stało,Enter.

Teraz siedzę z dużą lampką wina obok, i piszę. Rodzice z Piotrkiem i Gośką zostają na noc u dziadków, ja jednak zamierzam wrócić do domu, gdyż CS czeka, muszę też klikać w reklamy (ale o tym może w następnym poście), no i w ogóle przebywanie z dużą rodziną jest fajne, ale – męczące, a ja chcę się spokojnie wyspać, może nadrobię zaległości szkolne.. No nic, zobaczymy.

Później…

Jednak nocuję, jest za zimno i ciemno, by wracać trzy kilometry do zimnego domu, tylko dlatego, że jest tam Internet..

Już dawno się tak nie najadłem. Bogisik wyborny, śledzik.. to śledzik, z ciastem się nie rozstaję, popijam herbatką – jestem pełny.

Dobra, życząc wszystkim Wesołych Świąt, idę spać. Branoc.

I.. 3mcie się ;)


Operacje

Informacja

Dodaj komentarz

Możesz wykorzystać te tagi : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>