header image
 

Fizyka całodobowo! czyli dlaczego warto lubić fizykę.

Ostatnie dni są męczące..

Dzisiaj rano wstałem w okropnym nastroju, z powodu zbliżającego się nieustannie, dzisiejszego sprawdzianu z historii, oraz kartkówki z fizyki. Poprzedniego dnia wiedza wyjątkowo słabo wchodziła w odmęty mojego mózgu, w związku z czym niewiele się nauczyłem. Mimo to do szkoły poszedłem, spakowany, z powodu tego wszystkiego zapomniałem piórnika  - w autobusie zdałem sobie sprawę z tego, że to może być zły znak..

Dwie pierwsze lekcje - fizyki. Jednak, mimo najczarniejszych scenariuszy snujących się w głowie kartkówka się nie odbyła - pani Beata, jako dyrektorka gimnazjum, zmuszona była do nadzorowania ich dzisiejszych starań młodzieży na humanistycznych testach kompetencji. Dwie lekcje, poświęcone głównie na przyswajanie sobie historii - zdałem sobie nagle sprawę, że niewiele umiem, kilka dat pamiętałem, ale cały materiał znałem tylko w ogólnych zarysach, czasem mocniejszych, pociągniętych czarnym węglem, który może się rozmazać, czasem słabszych, ledwie widocznych, prześwitujących przez korę mózgową, i obtłukujących się o potylicę.. Koszmar.

W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że pan Wiesio, fizyk z naszej szkoły, organizuje w jednej z klas pokaz doświadczeń z prądem elektryczny, magnetyzmem, i elektrostatyką. Narodziła się nadzieja. Dowiedzieliśmy się, podczas przerwy między pierwszą a drugą lekcją, że wszystkie klasy mają zaklepane  godziny oglądania owych pokazów fizycznych, tylko my, IIe, nie. Z nadzieją w oczach popędziliśmy do pani Izy, biologiczki, zajmującej się rozkładem godzin pokazów dla klas. Jednak.. powiedziała nam, że absolutnie nie, nie ma miejsc, i w ogóle nie ma mowy. Przerwa mijała, druga fizyka się zbliżała, czasu coraz mniej, zostało kilka minut…

Z pomocą przyszła nam pani Beata, nasza droga fizyczka, która, pomimo zabiegania, znalazła czas, i zaklepała nam miejsce na pokazie doświadczeń dokładnie na czwartej lekcji. Sprawdzian więc się nie odbędzie!

Trzecią lekcją jest matematyka  - kilka zadań do zrobienia, pani W. znowu zrezygnowała z brania nas po kolei do tablicy - uważa zapewne, że to strata czasu - co jest prawdą, gdyż podczas gdy jedna osoba rozkminia zadanie przy tablicy, reszta obija się, czekając na wynik do przepisania. Stąd więc pani zadaje nam kilka zadańdo zrobienia, i podczas lekcji przechadza się po klasie, przypatrując się naszym zmaganiom, czasem pomagając, dając wskazówki, czy przywołując do porządku. Słowem - luzik.

Czwartą lekcją miała być historia, z perspektywą sprawdzianu - udaliśmy się pod gabinet fizyczny, spotkaliśmy już tam pana Wiesia, przygotowującego się do pokazów. W powietrzu było wilgotno, fizyk bał się, że niektóre pokazy się nie udadzą.. Ale - sprawdzianu z historii nie ma, nic nam nie mogło popsuć nastrojów.

Większość doświadczeń widzieliśmy na wrocławskim wykładach z panią Hajdusianek - sprzęt jednak był podobny, zasilacz pana wiesia był nieco nowszy, a cały pokaz przypominał mini wykład na szeroko pojęte magnetyzm i elektrostatykę.

Na pierwszej lekcji było fajnie. Na dwóch następnych też :) A było to tak..

Pierwszy angielski olaliśmy tak, jak tylko można olać jakąś lekcję, nie powiadamiając nikogo o niczym i zostając na powtórce dla innych klas. Część drugiej E została, część poszła na języki - obejrzeliśmy jeszcze raz to samo. Gośka w połowie pierwszego angielskiego (dzisiaj miały być dwa) powiedziała, żebym pobiegł do PPPP po aparat szkolny - żebyśmy w razie problemów mieli wymówkę, dlaczego nie byliśmy na angielskim. Wychowawca aparatu nie miał, poleciałem do sekretariatu, tam dostałem go, wyjętego z.. szafy pancernej! :) Aparat 3,2 megapiksela, Canon jakiś tam - cyknąłem kilka zdjęć, jutro wezmę laptopa, i skopiuję je sobie.. wraz z całą resztą zdjęć z karty, z imprez szkolnych, spotkań, apeli..

Na drugim angielskim, czyli lekcji szóstej, przedostatniej dnia dzisiejszego, nadal towarzyszyliśmy sympatycznemu panu Wiesiowi w pokazach. Miało pojawić się gimnazjum, jednak nie pojawiło się.. Całą szóstą lekcję przesiedzieliśmy, gawędząc sobie na wszelakie tematy. Podsumowując - Kilka osób widziało mały wykład pana Wiesia trzy razy, reszta dwa - niektóre klasy nie widziały go w ogóle, a było warto - towarzyszący temu luz, sympatyczna atmosfera, możliwość przetestowania wyładowań elektrostatycznych na sobie, całego sprzętu, zobaczenia wyładowań z bliska - warto było nie iść na angielski do pana N. :)

Generalnie zdjęcia wyszły.. różnie.. Ale i tak k800i rządzi :)

BTW: udało mi się połączyć telefon z laptopem za pomocą kabelka usb, i włączyć Internet za pomocą WAPu w telefonie - czwartkowa wycieczka będzie zinternetowana ;) Ale połączenia za internet nabijają mi się ponad abonament - PLAY nie ma jeszcze pakietów internetowych, które możnaby było wykupić, a szkoda ;( Mam nadzieję, że niedługo się pojawią, a wtedy - Internet everywhere! Kolejny przełom :)

Do przełomu można zaliczyć także kupno ładowarki do telefonu na baterie - śmieszne uczucie, całe życie podczas ładowania telefonów towarzyszył temu kabel, a teraz? Kilka cm kabelka, odpowiednia wtyczka, i ładujemy telefon wszędzie :) Przełom, przynajmniej dla mnie.. :)

3mcie się :)

~ autor Sitek w dniu 22 kwiecień, 2008.

Napisz odpowiedź